Jak rozmawiać z dzieckiem – niby wiemy… a może nie do końca…

Budowanie relacji z dzieckiem to fundament wychowania. Jednym z najważniejszych jej narzędzi jest dialog. Ks. prof. Janusz Tarnowski wprowadził pojęcie pedagogika dialogu, a nazywany był Korczakiem w sutannie.  Uczył pedagogów i nauczycieli, jak być uważnym towarzyszem dziecka, jak go wspierać, jak dawać dobry przykład i mądrze wymagać.

Jakie są warunki i kompetencje służące budowaniu dialogu? Jest ich wiele i spróbuję je pogrupować, aby łatwiej można było je zrozumieć i również ćwiczyć. W umacnianiu kontaktów interpersonalnych, bez względu na wiek partnerów, super ważne jest ćwiczenie i doskonalenie – praca własna z osobistą korektą.

Nasza komunikacja składa się jakby z trzech warstw:

  1. Słowo – znaczenie definicyjne , rozumienie tego co wypowiadamy i słuchamy.
  2. Muzyka słowa, tzw. prozodia. Emocje, które przekazują pewną interpretację słów. Z użyciem ilu barw można powiedzieć słowo „Matka” przekazując np. miłość, czy żal, smutek, czy zawód. Często nie ważne co się mówi ale jak to się mówi, w słowach może być ,przez stosowaną barwę, zawarta troska czy uważność skoncentrowana na małym rozmówcy.
  3. Język ciała, a szczególnie mimika twarzy, jakich używamy gestów, czy jesteśmy rozluźnieni czy spięci. Czy nasze mimowolne ruchy są miękkie czy przeciwnie ostre i kanciaste.

Aby być autentycznym w przekazie i  wiarygodnym, a dzieci są szczególnie na to wrażliwe, trzeba być spójnym. Czyli: to, co czujesz rodzicu drogi, to przejawia się w języku, a gestykulacja i mimika powinna także pasować do słów i myśli. Jeżeli w Twoim przekazie pojawia się niezgodność, dysonans pomiędzy słowem a gestem czy uczuciem. To dzieci nie zaufają słowom, a za wiarygodne przyjmą przekazywane uczucia i sygnały płynące z Twojego ciała. Uczucia trudno ukryć, one nie kłamią. Każda forma gry – piękne słowa a w sercu gniew – są sygnałem dla słuchającego  dziecka, do przeżywania niepokoju i nierozumienia intencji nadawcy.

Czemu nas drażni często przekaz wielu polityków? Słyszymy słowa i widzimy gesty, a twarz jest zwykle niewyrażająca i nieruchoma. Coś nie gra. Te osoby zwykle blokują dostępu do swoich uczuć i nie korzystają z nich, podbudowując wiarygodność i autentyzm wyuczonymi gestami. Do słuchaczy dociera sztuczność i dysonans. O ile wielu z nich uczy się spójności na poziomie słów i gestów, to dla wprawnego oka widać, że nie potrafią odwoływać się do własnych przeżyć i uczuć tylko grają.

Stosowanie w komunikacje z dziećmi zwrotu „Ile mogę jeszcze powtarzać” lub „powiem tylko raz i nie będę więcej”, „a nie mówiłem?”, staje się często nieskuteczne. Pracując z dorosłymi bardzo często doświadczam, że instrukcja podana to nie znaczy instrukcja usłyszana, a do jej zrozumienie też bywa daleko .

Kolejny zestaw kompetencji wymagający ćwiczenia i utrwalania w dobrym dialogu z dzieckiem to trójka umiejętności:

Po pierwsze – słuchanie, czy umiem słuchać całym sobą, z uwagą i skupieniem, w swoistym „tu i teraz”, nie przy okazji, nie w trakcie domowych prac, „mów do mnie, mów, ja słucham” a mama jednocześnie przygotowuje posiłek i deklaruje, że ma podzielną uwagę. Podzielna uwaga to mit. Nie działa. Aby skutecznie słuchać, być w tym prawdziwym, trzeb przełączyć się na skupione słuchanie, najlepiej z autentycznym potwierdzaniem, że żywotnie jestem zainteresowany tym co mówi do mnie dziecko. Pamiętam jak mój syn Wojtek, po powrocie z przedszkola próbował opowiedzieć mi ważne dla niego zdarzenie, a ja oczywiście byłem zajęty czymś zupełnie innym, brał delikatnie w małe dłonie moją głowę i kierował nią tak aby nasze twarze, nasze oczy się spotkały. To była dla mnie bardzo skuteczna lekcja dialogu z dzieckiem. Teraz Wojtek – dorosły mężczyzna jest psychologiem i pomaga innym jak się efektywnie komunikować.

Po drugie – umieć zadawać pytanie otwierające, nie naciskając na dziecko, nie wymuszając odpowiedzi, głównie poszerzając obszar wspólnego słuchania i wzajemnego rozumienia. Np. „I co się stało później?”, „A co ty wtedy zrobiłeś?” , „Co się jeszcze wydarzyło?”. Pytania te zachęcają do refleksji, łączenia faktów, wyciągania wniosków. Nie pytajmy używając: „Co, jak, dlaczego” tak zaczynające się pytania dają proste, bezrefleksyjne odpowiedzi, czasem konieczność tłumaczenia się.

Pedagogika dialogu nie jest sposobem realizacji władzy nad dzieckiem, a towarzyszeniem, asystowaniem i wspieraniem. Jak równy z równym. Dzieci może mają znacznie mniej wiedzy i doświadczenia, czym dysponują w pełni dorośli, ale za to ich zasób emocjonalny, ich uczuciowy barometr jest silniejszy i większy niż u rodziców. Trzeba być bardzo ostrożnym bo dzieci mimo, że często nie umieją nazwać swoich  emocji przeżywają ich bardzo dużo, uczucia bombardują dzieci poprzez różne odcienie, natężenia, sygnały, bogactwem wrażeń i informacji. W tym dzieci mają przewagę nad nami. Dialog może być wymianą oraz powtórką z wrażliwości i empatii. Negowanie dziecięcych uczuć typu „Do wesela się zagoi” lub „Mężczyźni nie płaczą”, „co się tak mażesz”  jest negowaniem przeżyć dziecka, jest deprecjonowaniem jego osoby.  Każdy ma prawo do swoich uczuć.

Porażką dorosłych jest tradycyjne pytanie: „Jak było w szkole?”. Co można odpowiedzieć na tak postawione pytanie? Znowu nie ma miejsca na refleksję, na przypomnienie dobrych i trudnych chwil z całego dnia w klasie. Używajmy pytań: „Czego się uczyłeś lub nauczyłeś?” ,  „Czy była jakaś fajna zabawa?”, „Co cię szczególnie zaciekawiło, podobało, rozśmieszyło itd.?” Pytamy o konkret a nie  ogólnie. Jakie pytanie taka odpowiedź.

Pytania to wielki aparat poznawczy dzieci. Rozbudzający ciekawość i zainteresowania. Małe dziecko, w okresie kiedy się uczy najbardziej intensywnie i efektywnie (3-5 lat) zadaje średnio 400 pytań dziennie. Mózg dziecka uczy się przez dociekliwe pytania, często irytujące i męczące dorosłych. Jednak nieodzowne dla jego osobistego rozwoju. Poznawanie świata, czy poznawanie siebie zaczyna się od pytań. Szkoła nadal nie umie tego wykorzystać i uznaje, że to nauczyciel jest od zadawania pytań a uczeń od udzielania odpowiedzi, szczególnie tych oczekiwanych z „końca podręcznika”. Ile mały człowiek musi mieć determinacji, ciekawskiego badacza w sobie, aby nie ulec tym, których nie interesuje jego ciekawości.

Po trzecie – trzeba nasze rozmowy, słuchania i pytania uzupełniać informacjami zwrotnymi. Narzędziem, które wspiera dialog oraz samodzielność i autonomię dziecka. Kiedy widzimy jak dziecko przeżywa coś, dobrze mu pomóc przez informację „co widzę, co czuję”. „Widzę jak bardzo się martwisz”, „Domyślam się, że jest ci przykro” , „O jak pięknie się uśmiechasz, coś cię uradowało?”, „Wyczuwam, że się boisz”. Przez te informacje pokazujesz dziecku jak jest ważne, pomagasz mu nazywać i poruszać się w gąszczu emocji, które bywają trudne. Warto pamiętać, by w rozmowie z dzieckiem ograniczyć zwyczajne chwalenie czy ganienie, zrezygnować z używania słów wartościujących. Czego dowiaduje się dziecko o sobie, kiedy ciągle słyszy jak cudownie rysuje, wszystko co wyjdzie spod jego kredki jest w najwyższym stopniu zachwycające. Gdy pójdzie do szkoły informacje nauczycielki nie będą już bezkrytyczne. „Jak to, to ja nie jestem zachwycający jak mówi babcia?”.  Nasze informacje zwrotne trzeba oprócz płynących z emocji sygnałów np. „Mamusi bardzo się podoba to co narysowałeś” wzbogacać wypełnianiem komunikatu schematem „czego więcej, czego mniej”. „Użyj więcej niebieskiej kredki a mniej czerwonej, zobaczymy jaki będzie efekt, spróbujesz?”. Każdą dziecięcą czynność można omówić na poziomie faktów, tego co widać, słychać, z dodatkiem co jeszcze, lub czego mniej, dając dziecku wybór. Pusta pochwała albo uporczywe ganienie, przyłapywanie na błędach, uczy dzieci tylko tego, że jego osobiste poczucie własnej wartości jest chwiejne i zależne od nastrojów dorosłych.

W Dialogu ważne jest słuchanie, umiejętne zadawanie pytań i udzielanie informacji. Pilnujmy się żeby do rozmowy nie dostawały się tzw.  „smrodki dydaktyczne” – tak nazwał Melchior Wańkowicz w „Zielu na kraterze” opisując dzieje swojej rodziny, krótsze i dłuższe „kazania” żony zwanej Królikiem a kierowane do córek. „Rób tak, nie rób tak” – te instrukcje – „mądrości życiowe” słabo działają. Stosujemy je często aby wzmocnić osobiste poczucie wpływu i skuteczności ale czy to działa na dzieci? One nie uczą się tego co tata z mamą głoszą w swych apelach czy reprymendach. Bardziej skuteczna nauka  obywa się przez obserwację swoich najważniejszych, znaczących osób w działaniu. To co robi ojciec od najmłodszych lat naśladuje syn, potwierdzamy to czasem słowem: „wykapany tatuś” bądź – „wykapana mamusia”. Nie przykładajmy wielkiej wagi do słów, ważniejsze są działania, a szczególnie te wykonywane wspólnie. Mój starszy syn, gdy spodziewał się przemowy autorytetu dziadka (gdy już moja bezradność wychowawcza docierała do ściany) stwierdzał – „O pachnie mi to dywanem”. Te przemowy mogą się stać zwłaszcza u starszych dzieci nieco skuteczniejsze, gdy skupimy się na własnych emocjach, a nie jedynie słowach i na tym w jaki sposób mówimy, w jakich warunkach: odległości, ustawienie krzeseł i pozycje ciała osób rozmawiających. A szczególnie skoncentrujemy się na tym do kogo mówimy i po co mówimy. Przecież nie instruujemy  pracownika, tylko rozmawiamy z osobą, którą bardzo kochamy, która jest niezwykle ważne. Musi być więc adekwatnie, bez nadmiarowości, przesady, konkretnie  z jasno określonym celem i wymaganiami, nieprzekraczalnymi granicami a czasem i konsekwencjami, które może ponieść młody człowiek jeśli nie skoryguje swoich reakcji, postaw, nie wzmocni autokontroli.

Na koniec jeszcze kilka zdań na temat postaw, nastawień i wartości dorosłych wykorzystywanych w dialogu.

  1. Autentyzm, nie udajemy, nie chowamy się za rolą, lub za swoim osobistym doświadczeniem, to nam nie pomoże w pogłębieniu relacji i dialogu. To sławetne „Za moich czasów” niczego nie uczy, oprócz podtekstu „Moje lepsze”. Koncentrujmy się na chwili obecnej, na spotkaniu i uważnemu towarzyszeniu. Z głęboki pojęciem obecności. Jeżeli nie można spełnić tych warunków, bo natłok obowiązków czy zadań domowych do odrobienia, to lepiej odroczyć ważną rozmowę na spokojniejszy czas, możliwie bliski, żebyśmy się spotkali jak osoba z osobą, twarzą w twarz.
  2. Pełna akceptacja osoby dziecka, jego autonomii i potrzeb. Czym innym jest akceptacja, którą obdarzamy dziecko i jest ona bezwarunkowa, a czym innym niezgoda na pewne zachowania, postawy, przekraczanie granic przez młodego człowieka. Moja interwencja i stosowanie impulsu „stop” nie ogranicza siły akceptacji. Nie przestaję kochać dziecko. Jeśli miłość warunkuję, np. „Jak nie będziesz grzeczny to mamusia przestanie cię kochać” – to jest błąd, tak nie należy szantażować dzieci, kiedyś mogą z tego zrobić użytek. Dorastający nastolatek może nam odpalić wtedy: „Ja się na świat nie prosiłem”. Bez akceptacji rodziców dusza dziecka choruje.
  3. Rozumienie empatyczne – przeżywanie i okazywanie swoich rozedrganych emocji wtedy gdy z dzieckiem dzieje się coś co ono manifestuje silnymi emocjami ma odwrotny skutek do zamierzonego. W takiej chwili potrzebne jest ze strony dorosłego myślenie i działanie, nazywane czasem „empatyczną abstynencją”. Przeżywana empatia nie jest konstruktywna, pomaga działanie, przemyślane, wynikające z empatii. Rozumienie emocji sowich i dziecka to podstawa do wspierającego i motywującego dialogu. Wg starej zasady aby mieć wpływ trzeba najpierw zrozumieć (co dzieje się z dzieckiem) aby w konsekwencji być przez niego zrozumiałym. Odwracając ten schemat, rezygnując z rozumienia empatycznego wracamy my rodzice do tradycyjnego „bata i marchewki”, połączonego z koncentracją na sobie.

Dialog w rodzinie, dialog z dzieckiem jest emanacją zaangażowanej miłości. Aby słuchać, słyszeć i być słyszanym trzeba się wielu umiejętności nauczyć. „Kochaj mnie najmocniej wtedy gdy najmniej na to zasługuję, bo najbardziej wtedy tego potrzebuję”

Tak po korczakowsku – „Nie ma dzieci, są ludzie”. Rozmawiajmy z dziećmi jak z ludźmi a nie jak z głupiutkimi, niedojrzałymi zadatkami na ludzi

Zdzisław Hofman

Nauczyciel, biolog, całe życie zawodowe związany z edukacją. Współtwórca i wieloletni prezes Stowarzyszenia KLANZA, lider wolontariatu, trener rekomendowany przez PTP, socjoterapeuta, trener i superwizor w programie Tutoring szkolny, trener biznesu, od wielu lat wykładowca w Studium Arteterapii. Czerpie inspiracje z pedagogiki dialogu, psychologii przywództwa i pedagogiki zabawy. Sam o sobie mówi: Mam oczy „dookoła głowy”, jestem pasjonatem ciekawości i uważności. Lubię wspierać innych w uczeniu się i rozwoju, dzielić się i inspirować. Moje zainteresowania: intermentoring, muzyka i „połykanie” książek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *