Płacz dziecka – zostawić czy przytulić?

Zostawić czy przytulić – często zadajesz sobie to pytanie.
Moim zadaniem nie jest przekonać Was na siłę do jednego tylko wyboru.

Ja będę chciała pokazać Wam, co się dzieje z dzieckiem, które w krytycznym dla siebie momencie panicznie płacze.
Każdy atak paniki, który kończy się płaczem oznacza, że mózg dziecka jest zalewany przez substancje chemiczne związane ze stresem – kortyzolem . Substancje te jako takie nie są niebezpieczne. Sytuacja zmienia się, jeżeli pozwoli się im krążyć w mózgu przez długi czas.
Oddalanie się od cierpienia dziecka nigdy nie jest właściwe! Nawet wtedy, gdy porady znajdujące się w różnych dostępnych na rynku podręcznikach dotyczących reagowania na płacz dziecka mówią, że dobrze jak będziesz reagować na płacz dziecka złością.
Zacznijmy od tego – Co to jest „Przedłużający się płacz”?
Wyjaśnię to na początku – to nie o sam płacz się tu rozchodzi. Clue tematu to przedłużające się cierpienie i brak pocieszenia. Paniczny, przedłużający się płacz to taki, w którym wrażliwy rodzic rozpozna rozpaczliwe wołanie o pomoc. Jest to płacz, który trwa długo. Dziecko przestaje płakać, gdy jest całkowicie zmęczone i zasypia, lub gdy zrozumiało, że nie otrzyma tak bardzo potrzebnej mu pomocy.
Jeżeli pozwalasz dziecku na taki płacz zbyt często, zaczyna to wpływać na jego system radzenia sobie ze stresem , który będzie funkcjonował i działał w ciągu całego życia.
Od wielu lat naukowcy badają na całym świecie, w jaki sposób stres z lat dziecięcych może powodować trwałe, negatywne zmiany w mózgu dziecka.
Jedno z odkryć to możliwość wykształcenia się nadreaktywnego system reagowania na stres, który to system oddziałuje na człowieka przez całe jego życie.
Może to oznaczać, że postrzeganie świata i zdarzeń przez Twoje dziecko, będzie nasycona poczuciem zagrożenia i lęku, a co za tym idzie, utratą bezpieczeństwa nawet w idealnie bezpiecznej sytuacji.
Co się dzieje z mózgiem dziecka kiedy samotnie płacze:
– jak już wyżej wspomniałam, jego mózg zalewają wysokie stężenia hormonów stresu
– następuje spadek poziomu opioidów –czyli substancji chemicznej wzbudzającej uczucie dobrego samopoczucia.
– mózg i system reagowania na stres mogą stać się nadreaktywne
– w mózgu aktywowane są ścieżki bólu, podobnie jak w przypadku fizycznego zranienia się.
Oczywiście są jeszcze badania, prowadzone w latach 80-tych pod dowództwem biochemika Williama Freya, które zasygnalizowały, że we łzach pojawiających się w wyniku emocji, znajduje się hormon adrenokortykotropowy (ACTH), stymulujący wydzielanie kortyzolu znanego szerzej jako hormon stresu.
Ani we łzach odruchowych powstałych w następstwie np. podrażnienia węchu. Ani we łzach podstawowych, czyli tych które nieustannie nawilżają nasze oczy Frey nie znalazł ACTH. Co skłoniło go do wysunięcia hipotezy, że płacz (ten z emocji) pomaga usunąć z organizmu substancje nagromadzone w następstwie stresu, mniej więcej tak jak inne niepotrzebne substancje usuwane są z moczem czy potem.
We łzach emocjonalnych znaleziono ponadto kilka innych interesujących substancji w tym m.in. leu-enkefaliny, czyli neurotransmitery, które działają m.in. przeciwbólowo. Znalazł także prolaktynę, odgrywającą rolę nie tylko w laktacji, ale też w sytuacjach stresowych. Na podstawie tych odkryć część naukowców (z Freyem na czele) zaczęła postulować, że powstrzymywanie płaczu i łez może nie być dobrym pomysłem.
I znów może Ci się rodzić się pytanie. Pozwolić dziecku płakać czy nie?
Odpowiem tak:
Mimo tego, że postulaty Freya wydają się mieć masę sensu, to jednak wyniki badań, nad tym czy płacz rzeczywiście przynosi ulgę i poprawę nastroju są… mocno sprzeczne.
W bardzo ciekawym badaniu, w którym udział wzięło ponad 4000 kobiet i mężczyzn, wykazano bowiem, że płacz poprawiał samopoczucie psychiczne i fizyczne uczestników jeśli spotkał się on z pozytywną reakcją otoczenia, które oferowało słowa pocieszenia, ramię do wypłakania, zrozumienie i ciepło.
Podczas gdy negatywne reakcje, takie jak złość, próby zawstydzania, czy brak zrozumienia, skutkowały gorszym samopoczuciem psychicznym i fizycznym u badanych
Gdy uspokajasz cierpiące dziecko, regulujesz funkcjonowanie jego autonomicznego układu nerwowego. Badania pokazują, że w przypadku niezaspokojonej potrzeby pocieszania i braku reakcji emocjonalnej, układ ten może z czasem być przygotowany do stanu nadmiernej pobudliwości organizmu. To może sprawiać, że życie staje się stresujące i wyczerpujące. Może to prowadzić do wszelkiego rodzaju fizycznych dolegliwości w późniejszym życiu: przykładowo problemów z oddychaniem (np. astma), chorób serca, zaburzeń łaknienia i trawienia, problemów ze snem, wysokiego ciśnienia krwi, ataków paniki, napięcia mięśni, bólów głowy
Dlatego jeśli jeszcze raz miałabyś zadać pytanie „Zostawić czy przytulić?”
Ja zawsze odpowiem przytulić.
Ale to Wy sami teraz spróbujcie odpowiedzieć sobie na to pytanie. I niech to będzie odpowiedzialność którą sami podejmiecie.

Autorka: Karolina Mysiura – Wojtuś

Przypisy:

*Kortyzol powszechnie jest nazywany hormonem stresu, nic dziwnego bowiem w sytuacjach stresowych jego stężenie znacznie wzrasta, co motywuje organizm do działania i oznacza to “walcz albo uciekaj”. W tej sytuacji m.in podnosi się poziom cukru, zwiększa się częstotliwość oddechów oraz podnosi się ciśnienie krwi. Jednak, gdy jesteśmy narażeni na działanie stresu przez przewlekły okres czasu, nasz organizm wydziela go dużo więcej niż powinien. W takim wypadku sytuacja staje się dosyć nieprzyjemna, gdyż wysoki poziom tego hormonu utrzymuje się nie tylko rano, lecz przez cały dzień, a nawet wieczorami. W konsekwencji kortyzol staje się naszym wrogiem.

*K. Wrześniewski definiuje proces radzenia sobie ze stresem, jako ciąg wielu zmieniających się w czasie strategii, które wiążą się ze zmianami stanu psychofizycznego danej osoby i cech danej sytuacji.
Można wyróżnić trzy strategie radzenia sobie ze stresem:
a) Strategię zachowania dystansu emocjonalnego (kształcenie umiejętności opanowania stresu i odpowiedniej reakcji na stres, czyli nie obwiniania się, nie wyolbrzymiania sytuacji stresowej);
b) Strategię zachowania zdrowia (ćwiczenia fizyczne, różne sposoby relaksu, ruch na świeżym powietrzu, ćwiczenia medytacyjno-koncentracyjne, prawidłowe odżywianie się);
c) Strategię wsparcia społecznego (korzystanie z pomocy rodziny, przyjaciół).

Karolina Mysiura-Wojtuś

Dyplomowany Nauczyciel Montessori z ramienia Polskiego Instytutu Montessori, absolwentka wielu kursów prowadzonych przez Polskie Stowarzyszenie Montessori oraz Kursu prowadzonego przez Emy Yude dla dzieci do lat 3. Współpracownik Polskiego Instytutu Montessori przy prowadzeniu kursu dla najmłodszych. Pedagog, absolwentka Filologii Polskiej i Kulturoznastwa na Uniwersytecie Opolskim oraz wielu studiów podyplomowych w całej Polsce. Założycielka i dyrektor Centrum Kreatywności – Opolskiego Centrum Montessori (żłobek, przedszkole, szkoła). Od kilku lat z powodzeniem prowadzi szkolenia z zakresu pedagogiki Montessori dla rodziców i nauczycieli. Prywatnie szczęśliwa mama i żona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *