edukacja domowa

Muszę się do czegoś przyznać. Edukacja domowa – marzyłam o niej dla moich dzieci. Serio! Pewnie część z Was po całym tygodniu pracy zdalnej, połączonej z nauczaniem, rwie włosy z głowy i ma serdecznie dość. Myślicie pewnie, że jeśli nie wykończy Was koronawirus, to wykończą własne dzieci… Wierzę, że jest Wam trudno, ja sama czasem wymiękam, chociaż bardzo się staramy. Wszyscy się staramy, bo i moje dzieci pomagają jak mogą. Tyle, że dzieci, to dzieci. Co to oznacza dla Ciebie, dla mnie, dla nauczycieli? Pozwól, że podrzucę kilka wskazówek, jak przetrwać ten trudny czas i nie tylko nie zwariować, ale też wykorzystać go jak najlepiej. Gotowi? Startujemy!

Zanim przejdziemy do wskazówek, pozwólcie, że uporządkuję pewien bałagan terminologiczny. To, co w wielu domach i szkołach aktualnie się dzieje, nie ma zbyt wiele wspólnego z edukacją domową. To nie jest edukacja domowa. Co prawda nauczanie odbywa się w domu, na tym jednak podobieństwa się kończą. Trudno jest też nazwać ten proces nauczaniem zdalnym, ponieważ większość nauczycieli nie potrafi efektywnie wykorzystywać technologii do wspierania procesów uczenia się. No właśnie – UCZENIA SIĘ!

Co wiemy na temat tych procesów? Na pewno możemy powiedzieć, że nie istnieje coś takiego jak nauczanie. Jest uczenie się. Ok, w takim razie po co nam nauczyciele, skoro dziecko UCZY SIĘ? Nie chodzi do końca o to, co robi, ale w jaki sposób. Rolą dorosłego jest towarzyszenie dziecku w procesie uczenia się, modelowanie jego zachowań, zachęcanie do samodzielnego doświadczania, poszukiwania rozwiązań, wyciągania wniosków. Nasza rola to także budowanie w dziecku odporności psychicznej, poczucia własnej wartości, sprawczości. Wszystko po to, aby nie bało się działać, by nie bało się popełniania błędów, które przecież są nieodzownym elementem życia codziennego i doskonale wspierają proces uczenia się.

edukacja domowa

Edukacja domowa -marzyłam o niej. O edukacji opartej na naturalności, dobrowolności i autonomii, ponieważ widzę w niej ogromny potencjał do wspierania rozwoju i procesu uczenia się właśnie. Moje dziecko zadecydowało jednak, że chce – podobnie jak jego rówieśnicy – uczęszczać do „normalnej” szkoły, a my jako rodzice postanowiliśmy tę decyzję uszanować. W obliczu okoliczności, jakie spadły na nas wszystkich, mamy niejako przymusowe nauczanie w domu.

Edukacja domowa – co rodzice i nauczyciele powinni wiedzieć na temat nauki w domu?

  • Dziecko to dziecko, szkoła to szkoła, a dom to dom. Jak poukładać na nowo świat?

Kochani, rozmawiacie ze swoimi dziećmi na temat zaistniałej sytuacji? Jeśli tak, to świetnie! Nie ma dzieci, z którymi nie można porozmawiać szczerze i w atmosferze autentyczności. Jeśli czegoś się obawiają, nie rozumieją, coś je frustruje – rozmawiajmy. Zadawajmy pytania pełne zainteresowania i empatii, dociekajmy, co czuje dziecko i jak w tej sytuacji wspólnie możemy sobie poradzić z rozwiązywaniem problemów. Zaangażujmy dzieci w codzienne obowiązki, przypominając, że choć uczymy się teraz w domu, nie stał się on szkołą. Życie rodzinne rządzi się innymi prawami, co warto podkreślać, i o czym nie należy zapominać. Dziecko podejmuje w domu inne aktywności niż w szkole. Inna motywacja towarzyszy mu w domowym zaciszu. Ma większą swobodę. Nie należy o tym zapominać, i co najważniejsze, nie należy z tego rezygnować.

  • Przymus rodzi opór

Poczucie, że czegoś się od Was wymaga „na sztywno”, „na już”, że „muszę”… Jakie budzi w Was emocje? No właśnie. Dziecko czuje to samo. Im młodsze, tym trudniej mu zrozumieć tego typu zależności. Często wymagamy od dzieci dojrzałości i dyscypliny na miarę dorosłego, zapominając, że ich etap rozwoju psychofizycznego nie pozwala im spełniać naszych oczekiwań w tym zakresie. Jak sobie z tym radzić?

Rada dla rodzica: Pozwól dziecku na podejmowanie decyzji i wzięcie odpowiedzialności. Stwórzcie razem plan dnia, wypiszcie zadania do wykonania. Niech dziecko zadecyduje, co i kiedy chce zrobić. Niech własnoręcznie odhacza wykonane zadania na liście – to będzie dla niego doskonała nagroda i motywacja. Poczuje się ważne i uwzględnione. To, co „musi” zrobić, choć nie koniecznie dla dziecka przyjemne i atrakcyjne, zostanie oswojone. Bo przecież „ja sam zadecydowałem, że zrobię to po obiedzie”.

Rada dla nauczycieli: Daj wybór. Planując zadania do wykonania, które przekazujesz zdalnie, uwzględnij kilka faktów.
Po pierwsze, wybór (również ten ograniczony) zmiękcza nawet najzatwardzialszych buntowników. Pozwala wziąć odpowiedzialność za to, co jest do wykonania.
Po drugie, wybór zaspokaja potrzeby autonomii i sprawczości, pozwala też na osobiste potraktowanie zadania, niweluje poczucie przymusu.
Po trzecie, pamiętajmy, że stworzenie możliwości wyboru zadania do wykonania jest elementem indywidualizacji procesu nauczania. Po czwarte, wybór buduje relację. Ta rada tyczy się wszystkich dorosłych. Gdy pytam: „chcesz teraz robić to, czy to?”, przedstawiam jedynie dwie opcje (wybór jest zatem mocno ograniczony), a jednak stwarzam przestrzeń, by dziecko poczuło, że jego zdanie ma znaczenie, oraz że przynależy do wspólnoty – szkolnej czy rodzinnej. Warto też pamiętać, że wybór i związana z nim decyzja uruchamia w mózgu układ nagrody, pobudza produkcję dopaminy – neuroprzekaźnika odpowiedzialnego za potrzebę rozwoju. Dlatego też dając wybór nie musimy dodatkowo motywować nagrodami czy grozić karą. A to przecież bardzo ważne!

edukacja domowa
  • Uwzględnij to, co ważne dla rozwoju, czyli NATURALNOŚĆ, POŚREDNIOŚĆ, DOBROWOLNOŚĆ, EMOCJE

Czy mamy na pokładzie instruktorów harcerskich lub osoby, które były kiedyś związane z ruchem skautowym? Te osoby z pewnością uśmiechnęły się czytając tytuł tego podpunktu. Tak, organizacja z ponad stuletnią tradycją od początku swojej działalności stawia na te elementy rozwoju. Czym jest naturalność i jak ją wykorzystać? Naturalność to uwzględnienie takich aktywności, które są najbardziej preferowane przez dziecko na określonym etapie rozwoju. Dlatego należy uwzględniać typowe aktywności i na nich opierać proces uczenia się. I tak: przedszkolaki i dzieci wczesnoszkolne chcą się bawić, starsi chcą grać, eksperymentować i doświadczać, natomiast nastolatki potrzebują działać w duchu odpowiedzialności i zaufania. Na każdym etapie rozwoju dzieci lubią robić coś dla innych, ponieważ już od pierwszych miesięcy życia czują, że to, co najbardziej naturalne, to życie w grupie. Mówi się, że nasz mózg jest organem społecznym. Warto o tym pamiętać.
Pośredniość natomiast to założenie, że najefektywniej uczymy się „przy okazji”, nie wiedząc nawet, że to, co właśnie się odbywa, jest nauką. Przykłady – proszę bardzo: pieczenie ciasta to nauka matematyki – przeliczanie i odmierzanie, fizyki – temperatura, termodynamika, stany skupienia, nauka czytania, integracja sensoryczna i terapia ręki. Dodatkowo plus 100 punktów do budowania relacji. Jeśli jeszcze dodamy do tego nakrywanie do stołu, dekorowanie go i zaproszenie na wspólną herbatkę, mamy też wiedzę o społeczeństwie, naukę savoir vivre…
Ktoś robił jakąś lekcję? Nie? Dlaczego więc wiem, że szklanka to ¼ litra (o matko, ułamki w pierwszej klasie, przecież tego nie ma w podstawie programowej!)?
O dobrowolności mówił poprzedni punkt – dziecko musi chcieć i nie może „musieć”, emocje natomiast są potrzebne by wspomagać zaangażowanie, wzbudzać ciekawość, podtrzymywać proces uczenia się poprzez koncentracje na zadaniu. Są również potrzebne do lepszego zapamiętywania, ponieważ ślady pamięciowe są silniejsze, jeśli zaangażowane zostają emocje dziecka. Czy powyższe wskazówki z czymś Wam się kojarzą? Wszystkie realizowane są podczas pewnej aktywności, mianowicie podczas grania w różnego rodzaju gry!

Rady dla rodziców i nauczycieli: Obserwujcie dzieci. Zanim podejmiecie decyzję, zapytajcie. Pamiętajcie, że dziecko chce się rozwijać – ta potrzeba jest jedną z najbardziej pierwotnych i jedną z najsilniejszych potrzeb. Jednak ten rozwój zawsze odbywa się na indywidualnych zasadach. Uwzględnijcie to, co dla Waszego dziecka i ucznia jest najbardziej naturalne, uwzględnijcie jego potrzeby i poziom rozwoju psychofizycznego. Wplatajcie w codzienne aktywności elementy poznawcze, poszukujcie sytuacji edukacyjnych w myśl zasady pośredniości. Dajcie dzieciom szansę, by dokonywały samodzielnych wyborów. W ten sposób budujecie motywację wewnętrzną i podtrzymujecie potrzebę rozwoju. Czy to nie brzmi optymistycznie? Dlatego grajcie, kiedy tylko nadarzy się okazja, bo gry uczą myślenia, rozwiązywania problemów, samoregulacji emocji, przestrzegania zasad, doceniania, radzenia sobie zarówno ze zwycięstwem, jak i z przegraną.

  • Technologie

Nie unikniemy ich, szczególnie teraz. Z jednej strony układ nerwowy naszych młodszych dzieci nie jest jeszcze na tyle dojrzały, by całą edukację przeprowadzić on-line, a siedzenie przy komputerze stoi w sprzeczności z zasadą naturalności procesu uczenia się. Z drugiej strony nasze dzieci wychowują się w kulturze medialnej, a wykorzystanie technologii w edukacji wkrótce stanie się normą. Co robić? Znaleźć złoty środek. Myśląc o rozwoju dziecka i uczeniu się, pamiętajmy o wszechstronności procesu. Dzieci uczą się wielozmysłowo – potrzebują dźwięków, zapachów i smaków, ruchu… I wszystkie te aktywności powinny być uwzględnione w procesie. Popełniamy ogromny błąd w myśleniu o procesie uczenia się.

„Myślimy o umyśle jak o magazynie, który należy zapełnić, a powinniśmy o nim myśleć jak o instrumencie, którego należy używać”

John W. Gardner

W tym wyścigu technologicznych metod edukacji pamiętajmy, że nie ma edukacji, nie ma uczenia się, jeśli nie ma relacji. Jeśli sytuacja, w której się znaleźliśmy, frustruje nas i dzieci, jeżeli generuje nerwową atmosferę w domu, źle wpływa na komunikację na linii rodzic – nauczyciel, zatrzymajmy się. Zapytajmy, czy tak zaplanowany proces dydaktyczny sprzyja rozwojowi naszego dziecka – pamiętając, że rozwija się ono nie tylko intelektualnie, ale też społecznie i emocjonalnie. Jeżeli czuje presję, frustrację, złość, buntuje się, to znak, że coś poszło nie tak. To żaden wstyd zmienić podejście. To żaden wstyd przyznać się do błędu. Pokazujemy w ten sposób, że jesteśmy autentyczni, że popełnianie błędów uczy, jeśli tylko wyciągamy wnioski i poszukujemy rozwiązań. Pokazuje też, że dziecko jest dla nas ważne. Spełnienie powyższych warunków daje nam prawo mówić o efektywnej edukacji domowej, której aktywnym podmiotem jest dziecko. Ono samo decyduje i bierze odpowiedzialność za proces uczenia się, widzi dorosłego, który jest obecny, jest z nim w relacji, dba o jego bezpieczeństwo i pozwala mu działać w zgodzie z sobą. Koordynuje i modeluje proces, dając dziecku wolność i autonomię. Jeśli uda nam się to osiągnąć – jesteśmy wygrani. W przeciwnym razie mamy jedynie szkołę w domu i mnóstwo nerwów.

Zachęcam Was wszystkich: rozmawiajcie – z dzieckiem, z nauczycielem i z innymi rodzicami. Poszukiwanie rozwiązań i wzajemne wsparcie – tylko to pomoże nam przetrwać trudy sytuacji z uporządkowaną

Jeśli jesteś ciekaw jak wesprzeć Twoje dziecko w nauce skorzystaj z naszych webinarów Jak uczy się mały i większy mózg

CZĘŚĆ 1 https://sklep.majkijezowskiej.com/p/webinar-jak-uczy-sie-maly-i-wiekszy-mozg/
CZĘŚĆ 2 https://sklep.majkijezowskiej.com/p/webinar-jak-uczy-sie-maly-i-wiekszy-mozgcz-cz-ii/
CZĘŚĆ 3 https://sklep.majkijezowskiej.com/p/webinar-z-certyfikatem-jak-uczy-sie-maly-i-wiekszy-mozgcz-iii-praktyka/
This Post Has 0 Comments

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *