Połączenie dzieci i zabawy to dla nas zazwyczaj tak oczywista sprawa, że kiedy czasem słyszymy zaniepokojone zdanie rodziców: „Ono niczym nie chce się bawić! Nic go nie interesuje!”, od razu przytakujemy w myślach, „Chyba faktycznie coś jest nie tak, no bo jak dziecko nie chce się bawić?!” STOP zerknijmy na tytuł i zadajmy sobie jeszcze raz pytanie: Czy zabawa to prosta sprawa? Postaram się subiektywnie odpowiedzieć na to pytanie 😉

Istnieje wiele definicji zabawy. Większość traktuje ją jako „podstawową formę aktywności dzieci”. Fryderyk Froebel i Wincenty Okoń w swoich definicjach podkreślali, że zabawa spełnia dodatkowo funkcję wyrażania siebie, uczenia się i aktywizowania społecznego. Wszystko wydaje się więc na pozór proste, dzieci powinny się bawić aby się rozwijać, uczyć oraz spędzać miło czas. Dlaczego więc zabaw jest prosta tylko na pozór?

W każdej zabawie dzieci zgłębiają swoją ciekawość. Często nurtuje nas pytanie: „Cały pokój kolorowych zabawek, a jego najbardziej cieszy uderzanie łyżką w garnki, dlaczego?”. Może dlatego, że to „zabawki” dorosłych, które malec chce przetestować według własnego pomysłu? A może dlatego, że gotowanie obiadu jest czasochłonne, a jak rozłoży się z garnkami pod Twoimi nogami to będzie Cię miał wciąż na oku? My dorośli zbyt często zapominamy o tym, że dzieci na świat patrzą inaczej niż my. Ba! Kiedyś to było także nasze patrzenie, ale już dawno odłożyliśmy dziecięce spojrzenie na półkę i teraz wszystko wygląda inaczej.

Oczywiście, że nowa zabawka cieszy, tak samo jak nas cieszy zakup nowego ciuchu czy sprzętu. Jednak dzieci wciąż przeglądają się w oczach dorosłych. Co oznacza to w praktyce? Nowe klocki cieszą, ale najbardziej kiedy pobawimy się nimi razem! I bynajmniej nie chodzi tutaj o narzucanie dziecku przebiegu zabawy, tak jakby samo nie wiedziało co należy zrobić z klockami (ba! Przy bacznej obserwacji to dorosły może się nauczyć zastosowania klocków o jakim wcześniej nawet by nie pomyślał). W takim razie o co chodzi? O towarzyszenie. Okazanie zainteresowania, spędzenie wspólnie czasu, okazanie uznania. Dzieci tak jak dorośli lubią widzieć, że to co robią jest dobre. Widzą to w naszych reakcjach, słyszą w naszych słowach.

Istnieje termin często używany w przedszkolach – zabawa swobodna. Oznacza on czas dla dzieci, kiedy zabawy nie są kierowane przez nauczyciela. W tym czasie do głosu dochodzi kreatywność, fantazja i doświadczenia dzieci. W młodszych grupach to czas kiedy nauczyciel może usiąść wśród dzieci i obserwować przebieg ich zabawy. Pytać o to co dziecko robi, dlaczego. To niepowtarzalny czas, kiedy można obserwować indywidualne preferencje i doświadczenia dzieci. U starszych, które wykształtowały już umiejętność współdziałania i budowania relacji rola nauczyciela ogranicza się jedynie do milczącej obserwacji. Wszelkie interakcje zachodzą wśród samych dzieci.

Jak widać swoboda zabawa wcale nie oznacza pozostawienia dziecka samemu sobie z wielkim wyborem kolorowych zabawek i gadżetów, które przecież chciało, tyle o nich mówiło, a teraz kiedy leżą obok jakby straciły na wartości w jego oczach. Tak jak w większości rzeczy i działań, które podejmują dzieci, tak również i w zabawie dziecko szuka akceptacji. Nie oznacz to, że zawsze będzie nas potrzebowało. Z czasem pozna możliwości nowych klocków, układanek, kuchennych gadżetów i samodzielnie będzie się zatracało w zabawie. Najpierw jednak potrzebuje naszego towarzystwa jak przy poznawaniu każdej nowej rzeczy. Dodatkowo wspólne eksplorowanie nowych zabawek powala na poszerzanie ich zastosowania. Doświadczenie dziecka wciąż się kształtuje, więc jeśli budując domek z nowych klocków podamy mu pudełko ze starymi zwierzątkami, otworzymy przed nim nową, niekoniecznie oczywistą dla niego możliwość. Teraz można zbudować całą farmę, z domkami dla wszystkich zwierzątek, z czasem może znajdzie się jakieś autko dla którego zbuduje garaż. Takie małe bodźce wywierają ogromny wpływ na kształtowanie kreatywności dziecka. Dla nas to nic takiego, chęć podtrzymania zainteresowania nowymi klockami. Natomiast dla dziecka to bardzo ważny sygnał, dzięki któremu być może za chwilę czerwone klocki wylądują na talerzyku w kuchni w roli słodkich truskawek?

Tutaj także warto jeszcze raz wspomnieć o tym, że zabawa to także zaspokajanie pewnej ciekawości: ustawianie wieży z klocków (jak wysoka będzie?), układanie puzzli (czy uda mi się ułożyć obrazek?), karmienie lalki (czy potrafię robić to jak mama?), itd. . Jeśli nasze dzieci wciąż będą słyszeć „nie”, „zostaw”, „to nie Twoja zabawka”, kiedy będą szukać interesujących je przedmiotów w najbliższym otoczeniu, dlaczego później będą miały z niepohamowaną ciekawością rzucać się na zabawki, czy to nowe czy stare? Takie dzieci będą wręcz oczekiwały przyzwolenia na aktywność, ponieważ wszystko co je interesuje musi zostać zezwolone przez rodzica.

A jeśli dalej ktoś ma wątpliwość czy warto zainwestować czas we wspólną zabawę to polecam test, szczególnie dla rodziców dzieci, które chodzą do przedszkoli i „nic nie opowiadają co się w przedszkolu dzieje”. Zaprośmy dziecko do wspólnej zabawy, czy to klocki, misie, ludziki. Moderujmy zabawą tak, żeby miś nazywał się jak ulubiona koleżanka z przedszkola i zabawmy się w zabawę, w którą bawicie się razem. A może usiądziemy do stolika i coś powycinamy? Może wycinaliście ostatnio coś fajnego w przedszkolu? Tak drodzy rodzice, opowiadania także można/należy dzieci uczyć, to że potrafią mówić, nie znaczy, że ochoczo zdają sprawozdania z przebiegu dnia w przedszkolu, w którym zapewniam z ręką na sercu, w oczach małego dziecka dziennie dzieje się tyle rzeczy, że dorosły zapewne zacząłby słowami: „sam nie wiem od czego mam zacząć…”. 😉

Wracając do pytania postawionego w tytule, osobiście uważam, że zabawa to może nie tyle trudna sprawa, co wcale nie taka oczywista. A już z całą pewnością wciąż często niedoceniania sprawa. Moi mili, każdy z nas kiedyś był dzieckiem. Zapomnieliśmy już o tym jak to było, ale im więcej czasu spędzimy z naszymi pociechami tym łatwiej będzie nam wracać do tego okresu i lepiej rozumieć nasz dzieciaki i ich mały-wielki świat.

Hanna Załężna

Ukończyłam studia psychologiczne oraz pedagogiczne na kierunku pedagogika małego dziecka z wychowaniem przedszkolnym. Jestem Certyfikowanym Trenerem Biznesu, Animatorem Zabaw ze stajni Stageman - firmy Jakuba B. Bączka, oraz czynnym nauczycielem w Przedszkolu. Pracowałam jako opiekunka do dzieci w wieku od 1 roku do 3 lat, prowadziłam warsztaty w fundacji „Superfundacja”, udzielałam się jako wolontariuszka w Akademii Przyszłości oraz ukończyłam kursy taneczne i zabawy dla dzieci – ANIMA Akademia Rozwoju Osobistego. Jestem zafascynowana pracą z dziećmi, odkrywaniem ich natury, zależności i indywidualności. Mam w sobie olbrzymie pokłady dziecięcej radości dającej mi powera i pęd do ciągłego pogłębiana wiedzy na temat ludzkich zachowań i relacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *