Na skrzydłach pasji! Zobacz gdzie może dolecieć Twoje dziecko na skrzydłach pasji do ruchu!

Agata Bogońska, drobna blondynka o anielskim sercu i mięśniach z żelaza. Uczestniczka Pierwszej Polskiej Edycji You Can Dance!

Kobieta w drodze, tancerka z pasją. Dzieci na obozie tanecznym Fokus Dance Camp mówiły do niej ciocia Sisza!

Przed Wami spotkanie i wywiad z Agatą. Wywiad o tym, jak wyglądała jej dotychczasowa droga, czy była wytyczona pasją i o tym, jak cienka granica dzieli pasję od zniechęcenia.

I jeszcze o tym,  jak na prawdę skutecznie słuchać i reagować na potrzeby dzieci.

 

Beata Kaczor:  Kiedy znalazłaś w sobie pasję?

Agata Bogońska: Ciężko mi powiedzieć bo taniec pokochałam chyba bardzo wcześnie. Jak miałam trzy – cztery lata bo był to taki taniec, którego nie musiałam wymuszać – po prostu usłyszałam muzykę chciałam tańczyć. Wtedy, moja mama puszczała mi cygańskie rytmy i jako mała dziewczynka do nich tańczyłam.  Bardzo  to czułam . Mama mnie zapytała jak miałam 9 lat czy chcę iść do szkoły baletowej – trzeba mieć  dziesięć lat jak się chce iść do szkoły baletowej – i  oczywiście się zgodziłam. Myślałam, że będzie to łatwe i przyjemne (śmiech) ale okazało się , że do tego też trzeba samo dyscypliny! Że codziennie trzeba poświęcać wiele godzin żeby się doskonalić i wtedy trochę wyginęła mi pasja, bo byłam zmuszana do robienia rzeczy tanecznych, które nie do końca mi leżały. I wtedy taniec stał się również lekko toksyczny dla mnie bo chciałam więcej tańczyć po swojemu, a nie do końca miałam przestrzeń aby się wyrażać w tańcu.

B.K. Mimo tego taniec był jako taniec twoją pasją, ale nie do końca wychodziło to z ruchu Twojego ciała.

A.B. Tak,  żeby doskonalić swój ruch to trzeba go było ćwiczyć i się w nim zatapiać, ale brakowało mi tego aby się wyrażać przy swojej muzyce tańczyć.  Bo to jest bardzo ważne w tańcu. Nie tańczyłam hip hopu wtenczas, ale jako małe dziecko też czułam ten hip hop. Jednak brakowało mi  energii po kilku godzinach w szkole baletowej, tam była duża dyscyplina i wymagało się żeby  robić  to tak jak wszyscy. Dopiero po kilku latach w szkole baletowej zobaczyłam jakie inne rodzaje tańca weszły w modę. A taniec charakterystyczny to taniec ze wszystkich stron świata – wtedy już mogłam się w nim wyrażać. I zaczęło mi to sprawiać przyjemność, ale jednocześnie czułam też, że jest duże obciążenie psychiczne, żeby sobie z tym poradzić… A nauczyciele nie do końca wiedzieli jak prowadzić dzieci i w tym wszystkim tylko wymagali.

B.K. Czyli wiedzieli jak prowadzić tanecznie, nikt nie dbał o mental?

A.B. Tak, dokładnie i tego mi zabrakło. Wtedy postanowiłam zrezygnować ze szkoły baletowej. Zresztą co roku chciałam zrezygnować ze szkoły baletowej, ale mama mnie jeszcze tak trzymała bo ten talent był i myślała, że w końcu mi przejdzie…

B.K. Że się zanurzysz w balecie.

A.B. Tak, ale to się nie stało. I tak się zbuntowałam, że  potem przez dobrych kilka lat nie chodziłam na kompletnie  żadne zajęcia – bo mi się to źle kojarzyło. Do tańca wróciłam dopiero na studiach, rzeczywiście wtedy do hip hopu… i do tańca towarzyskiego też, zaczęłam próbować różne formy.

B.K. Ale fajnie!

A.B. Byłam już młodą kobietą – w tym tańcu mogłam się wyrazić, odnaleźć trochę  kobiecości,  odnaleźć się z partnerem, bo hip hop nie uwalnia takich części kobiecych. Do takiego tańca, który teraz prowadzę zajęcia Let’s Dance –  czyli taniec bez granic to właśnie chodzi o to w tym żeby poczuć tą pasję, żeby poczuć jak to wychodzi z trzewi.

B.K. Jak jato lubię! Trzewia uwielbiam, że w trzewiach mamy drugi mózg.

A.B. I że jest to intuicyjne i ja tańczę  bo mi to sprawia  przyjemność. Tańczę dla siebie i wykonuję jakiś ruch nie po to żeby on jakoś wyglądał.

B.K. I nie jest skierowany z zewnątrz?

A.B. Tak, tylko ze środka. On wyraża mnie takiego jakim jestem dzisiaj. Jutro mogę być w innym ruchu bo jutro będzie mnie wyrażał inny ruch i to wtedy można wziąć ze sobą i wykorzystać w każdym obszarze życia i tańca. My się wyrażamy w ruchu – cały czas się poruszamy, oddychamy i wtedy też inaczej chodzimy, inaczej myślimy o sobie bo zespalamy się ze swoim ciałem, kiedy powtarzamy jakiś ruch tylko i wyłącznie tak jak ktoś nam to pokaże.

B.K. Mechanicznie.

A.B. To on jest czysto techniczny i może przestać sprawiać przyjemność, bo nie ma tam mnie w tym ruchu.

B.K. Jest taki pusty 

A.B. I to co chcę pokazać dzieciakom to, to żeby szukały siebie i swojej formy wyrazu, bo koniec w końców 10 tancerzy będzie tańczyło ten sam ruch to i każdy będzie inny, bo każdy z nas jest inny. I każdy z nas będzie wyrażał inne emocje, bo myśli o czymś innym, muzyka inaczej na niego działa w danym momencie. I o to chodzi w tym czego ja cały czas szukałam, żeby wyrazić siebie w tańcu i potem w życiu.

B.K. A jak doszłaś do tego co teraz tańczysz? Powiedziałaś, że na studiach wróciłaś i zaczęłaś tańczyć hip hop, a teraz to jest zupełnie inny rodzaj tańca i jest daleki od hip hopu.

A.B. Tak, bo cały czas nie czułam. Kiedy pierwszy raz – u mnie akurat były to bębny szamańskie –  chciałam medytować aktywnie czyli w ruchu. Przez to, że tyle tańczyłam w przeszłości  pomimo, że tańczyłam to sama to były ruchy, które miały być fajne. Nikt na mnie nie patrzył, ale czułam że musi to być ruch, który będzie wyglądał dobrze i zajęło mi to chyba pół godziny żeby po prostu puścić i zacząć wykonywać ruchy, które może były nie składne, ale wynikały z mojej potrzeby chwili  – chęć by opuścić luźno ramiona albo trząść się całym ciałem. Myślę, że zobaczyłam, że sprawia mi to taką frajdę. Nazywam to tańcem dziecka. Małe dziecko jak tańczy to całym sobą się wyraża i nie przejmuje się tym co  robi. Ono po prostu jest w ruchu. Gdy jest muzyka i dziecko ma ochotę się kręcić to się kręci, ma ochotę się położyć na podłogę to się kładzie, ma ochotę rzucić ręce do góry to to robi i to jest ten taniec intuicyjny – to jest ten taniec dziecka. Tylko potem zaczynamy go obserwować i łączyć z emocjami jakie mamy i co w danym momencie czujemy, jak się ruszamy i to doprowadza do tego  że któregoś dnia tańczymy intuicyjnie przez godzinę nawet półtorej. Wychodzą z emocje, które są w człowieku gdzieś bardzo głęboko – jak ukrywamy gdzieś jakiś smutek to np. możemy zacząć płakać.

B.K. Czyli uruchamia podświadomość?

A.B. Tak. Tak dokładnie, to jest takie popadanie w trans taneczny, hipnotyczny, hipnotyzujemy się sami więc to jest dla mnie taka medytacja w ruchu aktywna, która pomaga nam się uruchomić, często jest też to że ludzie są sztywni, że właśnie tam gdzie mają jakieś blokady to nie chcą wykonywać jakiegoś ruchu. Moja rola w tym jest żeby uruchomić jakąś część ciała – na początku dać jakiś bodziec do tego ruchu. Ciężko jest tak, sama widziałam jak na początku było mi ciężko wykonywać ruch taki, który ja chcę wykonywać.

B.K. Znaczy znaleźć ruch który chcę, poczuć to?

A.B. Tak, tak, który czuję. Który chcę i w danym momencie nie przejmuję się jak to wygląda. Który przejmuje ciało a nie głowa -wyciągnięty z podświadomości.

B.K. Wszystko tak naprawdę co zostało zepchane…. Nie byłbym sobą gdybym nie spytała o Twoją przygodę z You Can Dance – co ona Ci dała? Tak jak z perspektywy teraz patrzysz? Czym była w kawałku Twojego życia tanecznego?

A.B. To co mi się podobało najbardziej to to, że spotkałam nagle mnóstwo ludzi, którzy robią bardzo różne rzeczy, ale łączyło ich jedno – miłość do tańca i wyrażanie siebie w ruchu. I to było niesamowite. To że byli ludzie z różnych środowisk: ze szkół baletowych, szkół akrobatycznych z hiphopowych i wszyscy mówiliśmy jednak jednym językiem, bo chcieliśmy wyrażać nasze emocje w tańcu. Kiedy zaczęliśmy się dzielić bo musieliśmy różne rzeczy tańczyć w You Can Dance,  fajne było wychodzenie ze swojej strefy komfortu, z tego w tym w czym jestem dobry. Okazało się, że hiphopowiec, który tańczy nagle sambę, może się też poczuć w tym dobrze, też mu to sprawia przyjemność!

B.K. Fajne i ile mu się wtedy robi nowych połączeń neuronalnych, bo robi się coś  do czego jego ciało nie jest przyzwyczajone i głowa zaczyna pracować w przestrzeniach, choreografii, w krokach, w oswojeniu ciała do których wcześniej nie było przyzwyczajone.

A.B. To pozwoli wychodzić ze swojej strefy komfortu i to jest fajne też w życiu, bo sprawia, że jesteśmy kreatywni i przenosimy wszystko potem do swoich obszarów. I tak zawsze do nich wracamy ponieważ są one są nasze, są najbliżej nas i dzięki temu, że uczymy się  czegoś  nowego wychodzimy z boku to możemy to potem wykorzystać w tej technice tańca, w której tańczymy. I nagle ludzie mieli dużo pomysłów, jak to wykorzystywać, tak się też tworzy teatr czy to choreografie taneczne. Trzeba czerpać skądś inspiracje i to jest fajne. Dzieląc się swoimi doświadczeniami tanecznymi i poświęcając trochę czasu, i energii na to żeby nauczyć się czegoś nowego czerpiemy z tego kreatywność.

B.K. Jak długo czasowo szukałaś swojego wyrazu tanecznego?

A.B. Powiedziałabym, że 30 lat musiałam zatoczyć koło.

B.K. Wiesz czemu pytam, bo nasz kurs na skrzydłach pasji w tym kursie chcemy pokazać rodzicom, że to nie jest także do 4, 3, 5 roku życia wszystko znajdziesz, czasami jest tak, że rodzice mówią no ale on/ona dwa, trzy lata tańczy albo już 5 lat chodzi na piłkę. OK, gra i już bardzo dobrze mu idzie albo uprawia boks, chodzi na judo, gra w szachy robi coś z pasją,  a  nagle mu się odmieniło i rodzice strasznie się boją, że oni muszą stanąć, przypilnować, przykręcić śrubę  bo dziecku coś nie wychodzi.

A.B. No tak było z moją mamą. Wdziała to, że bardzo dobrze  mi idzie w tym tańcu klasycznym, że tańczę już w operze jako najmłodsza tancerka, że jadę na konkurs ogólnopolski , ale to mnie właśnie zniechęciło do tego tańca. A gdyby mi mama wtedy odpuściła i pozwoliła żebym chociaż na chwilę uciekła z tej swojej strefy i spróbowała czegoś innego to podejrzewam, że i tak bym do niej wróciła tylko z inną energią i z otwarciem na tą przestrzeń i wiedziała bym czego rzeczywiście szukam w tym tańcu. Czego ja chcę i co mi daje przyjemność w  tym tańcu, a co mi jej nie daje. Miałabym możliwość sama zobaczyć co jest dla mnie dobre. I myślę że jeszcze dzieci w tak szybkim tempie się zmieniają, bo już powiedzmy od 25 roku życia tak bardzo nie przeskakujemy bo jesteśmy ukształtowani, a dzieci dopiero się kształtują i one jak najbardziej mają prawo do zmiany i próbowania wszystkiego. Jeśli tego nie zrobią to mogą potem cały czas będzie się ciągnąć to że nie spróbowały czegoś, czego chciały, co czuły w danym momencie. Tak samo miałam kiedy chciałam ściąć włosy, miałam piękne długie blond włosy jako dziecko ale poczułam że chcę je ściąć wyglądałam jak chłopczyk, ale się z tym czułam super, bo chciałam to zrobić, fajnie że mi mama pozwoliła na to. Niby taka głupota ale sprawiła mi wiele radości, tak ja się wyrażam przez swój wygląd i miałam na to ochotę no to to zrobiłam. Więc wydaje mi się, że bardzo ważne jest to żeby słuchać tego podszeptu, żeby wierzyć dzieciom w te ich podszepty.

B.K. Nam dorosłym czasami się wydaje że my wiemy lepiej, że żyjemy dłużej na świecie, że przeszliśmy dużo, mało tego jak widzimy, że dziecko ma w danej przestrzeni talent bo mamy poczucie odpowiedzialności za ten talent aby go nie zmarnować. A to jest wręcz paradoksalne że my niby uruchamiając determinację tłamsimy go i zmieniamy rzeczy bieg.

A.B. Tak.

B.K. Co Ci daje pasja w życiu?

A.B. Radość, spełnienie. Czuję że jestem na właściwym miejscu, że się nie męczę z każdym dniem w życiu, tylko robię coś co sprawia mi przyjemność i chyba o to w życiu chodzi – żeby było przyjemnie i żebym nie musiała się zmuszać żeby wstać z łóżka, tylko chce rozpocząć kolejny dzień, robię coś gdzie czuję się pełna, wolna i szczęśliwa.

B.K. Skąd czerpiesz energię życiową?

A.B. Od ludzi, innych bo jestem typem, który właśnie potrzebuje przebywać z ludźmi i wymieniać się z nimi energią. Kiedy widzę uśmiech na twarzy drugiego człowieka, w tym co robimy razem, w tym że się dzielimy swoją obecnością, w tym że się dzielimy swoim doświadczeniem – to to mi się podoba najbardziej.

B.K. Jesteś teraz po czterech dniach obecności na obozie tanecznym w szkole tańca i pracy z dzieciakami, co Ci daje przebywanie z nimi, tańczenie z nimi?

A.B. Dzieci rzeczywiście chłoną wszystko co się dookoła nich dzieje a kiedy się obserwuje dzieci w tańcu, to jak się wyrażają, jak się budzą w nich różnego rodzaju emocje, bo w dorosłych ludziach już tego nie widzimy na co dzień, ukrywają to.

B.K. Pochowane jest…

A.B. Są emocje, a w dzieciach wszystko jest jak na tacy, chociaż nie zawsze to jest takie łatwe. Ale jak się już z nimi tańczy przez te cztery dni to one się otwierają przede mną, przed sobą nawzajem i przed samymi sobą. Więc patrzę na to jak lubią się uczyć nowych rzeczy, jak sprawia im radość to że mogą się kształcić, że to nie jest wymuszone, że to jest autentyczna radość. One czerpią od kogoś coś, każdy z nas tu jest inny i potem to łączą i są inne już nie tylko na sali tanecznej, są inne na korytarzu, w trakcie jedzenia obiadu bo czegoś nowego się nauczyły. Dostały mnóstwo informacji na różny temat, swego ciała, siebie samych, swojego zachowania… i z dnia na dzień widzę, że dzieciaki są inne. Rzeczywiście to co się dzieje ma nich duży wpływ tym bardziej, że chłoną i się uczą nowych rzeczy i to jeszcze związanych z ciałem, to nowa informacja tylko to jest w nich autentyczna zmiana.

B.K. Zapytam się w imieniu rodziców. Jak wspomagać dzieci w realizacji pasji, co byś im powiedziała?

A.B. Przede wszystkim ich słuchać. Być otwartym na ich potrzeby, na ich prawdę bo one rzeczywiście czują, wiedzą co im sprawia przyjemność a co im nie sprawia przyjemności, czy się czują z tym źle, czy się czyją z tym dobrze i po prostu ich słuchać. To jest chyba najważniejsze, nie myśleć swoimi szablonami, schematami tego co nam się wydaje co byłoby dla nich najlepsze, tylko być otwartym na ich potrzeby

B.K. Pięknie powiedziane słuchać, ale też i chyba słyszeć.

A.B. Słyszeć, nie przerabiać tego przez swoje filtry.

B.K. Aczkolwiek mądre są…

A.B. Ale dzieciaki muszą same czegoś doświadczyć, no niestety najlepiej się uczymy przez doświadczenie. Czasami my możemy  wiedzieć jak coś się skończy, chociaż też możemy się mylić, ale niech dzieci tego doświadczą. Niech zobaczą, nawet jak ma tak być że wrócą, zatoczą koło ale to wtedy będą wiedziały że coś autentycznie chcą.

B.K. I te koło też jest po coś.

A.B. Koło jest po coś, żeby one mogły sprawdzić jakie są ich faktyczne potrzeby. Jednak wcześniej muszą czegoś dotknąć, czegoś spróbować żeby wiedzieć.

B.K. Dziękuję Ci bardzo!

A.B. Dziękuję Ci Kaczuszko.

Jeśli jesteś rodzicem dziecka z pasją to zapraszamy Cię na do naszego kursu online „Na skrzydłach pasji – czyli jak wykorzystać wewnętrzne zainteresowania swojego dziecka, aby osiągnęło ono sukces w szkole i w życiu”.

Beata Kaczor

Jestem mózgiem całej Akademii - dosłownie i w przenośni. Od lat pasjonuję się nauką o tym, jak funkcjonuje i uczy i rozwija się nasz mózg. Od lat uczę nauczycieli jak uruchamiać i modelować u uczniów kompetencje psychospołeczne. Pomagam też rodzicom w sesjach indywidualnych. Teraz przyszedł czas na realizację mojego największego marzenia – szkoły dla rodziców i nauczycieli na skalę ogólnopolską i w postaci narzędzi dostosowanych do Waszych potrzeb i możliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *